Dla niewtajemniczonych, aż tak źle ze mną i ortografią jeszcze nie jest 😉 ale…

GUR od Garmin Ultra Race; kilka razy na trasie jak biegłam a były napisy informacyjne na ziemi namalowane farbą GUR i strzałką określającą kierunek biegu, to wzbudzało duże zainteresowanie i śmiech, że ktoś źle napisał 😉

Ale od początku 😉

GUR nie był w tym roku w moich planach i decyzja o starcie zapadła po ostatnim weekendzie w Karkonoszach gdzie po 30 kilometrowej wycieczce pieszej stwierdziłam, że kolana mnie już nie bolą i mogę spróbować przebiec się w moich ukochanych Górach Stołowych 😉 bez spiny i na luzie tak jak lubię najbardziej …

Więc za bieg zapłaciłam we wtorek, następnie wybór padł na noclegi w Pasterce, bo przecież blisko i nikt nic więcej nie sprawdzał – najważniejsze załatwione 🙂 byle się nie zepsuć do soboty 🙂

Trenerowi tylko musiałam powiedzieć.. ale jakoś przeszło 😉 jeszcze toleruje wariatów …

Wyjazd oczywiście na ostatnią chwilę po pracy, w piątek – okazało się, że pakiety do 19 więc co do minuty na styk się melduję w Radkowie i odbieram pakiet 😉 tam też dowiaduję się, że mam numer startowy 945 a numery od 900 startują w drugiej fali o godzinie 8:30 (wiecie, Covidowe przedsięwzięcia, ograniczenia, maski, odstępy itp. itd. każdy cieszy się, że są zawody), a do tego wszystkiego z newsów jeszcze dowiaduję się, że „droga 100 zakrętów”, którą mam dojechać do Radkowa zamykana jest o godzinie 6:00 bo w tym samym czasie odbywają się zawody triatlonowe Triminator 🙂 i masz babo pecha … więc już mnie dopadł stres lekki jak to ogarnąć …może rano z buta do radkowa z Pasterki? ale to dodatkowo 8 km …no nic – wstałam o 5:00 po praktycznie nieprzespanej nocy bo jednak stres mnie dopadł większy, spowodowany chyba logistyką – o 5:40 wyruszyłam do Radkowa jadąc 15 minut, żeby o 8:30 wystartować. Plusem był pusty parking … ale też jakieś minusowe temperatury, telepałam się jak galareta – wyciągnęłam zatem śpiworek i jeszcze trochę przysnęłam tak do 7:30 – obudziła mnie pierwsza fala biegaczy, która wystartowała…

Wstałam, zjadłam przygotowany wcześniej ryż z jogurtem, doubierałam brakujące rzeczy i polazłam na start – czułam się mega zmęczona … no ale po starcie stres mnie opuścił i ciekawość jak przebiega trasa i czy znam te fragmenty, którymi będzie biegła trasa GUR 55, wzięła górę 😉

No i już po pierwszych 2 km wiedziałam gdzie jestem 😉 po kilku już doskonale … w miejscu w którym 2 tygodnie wcześniej, kiedy zbiegałam mówiłam do siebie „żebym tylko nigdy nie musiała tutaj podchodzić ” tadam!!! Piękne są Góry Stołowe!!! kto nigdy nie był niech koniecznie je odwiedzi …

Pierwsze podejście w miarę szybko minęło, potem kilka kilometrów zbiegu, potem góra dół i tak non stop … mimo, że bieg na 55 km ma ok. 2 tys. przewyższenia co wydaję się być miłym i przyjemnym i stosunkowo dużo w nim biegania, to ukształtowanie terenu powoduje, że ścieżki te dają popalić …ale ja to uwielbiam (skały, kamolce sięgające mi do pasa, na których moje nogi muszą sobie jakoś poradzić, piękne formacje skalne-skalne grzyby, mchy, grzyby po drodze, zakręty, górki, pagórki, kładeczki, ścieżynki itp. itd.

No więc sobie biegnę i niby znam te góry i biegałam już chyba wszystko co tam się biega, to za każdym razem jest coś nowego – raz się wbiega, na innych zawodach zbiega, tu w lewo, a dwa tygodnie temu było w prawo, więc niby już wiem i znam ale doszłam do wniosku, że nic nie wiem 🙂

Punkty na 7,5 km pierwszy punkt – porwałam kawałek banana i uzupełniłam wodę i pognałam choć wcale się nie ścigałam z nikim 😉 Tak serio to nic nie wiedziałam… czy jestem pierwsza czy ostatnia, kto jak biegnie w pierwszej fali, ile dziewczyn przede mną – NIC, więc tym postanowiłam się nie stresować, biegłam dla fanu przecież 😉 Po 10 km zjadłam pierwszy żel i postanowiła jeść je regularnie co 10 km … Punkt drugi na 21 km – powtórka banan i woda i dalej…. i już zmiana planu, nie chciałam jeść jednak żelu bo bardzo dobrze mi się biegło i postanowiłam przeciągnąć nieco w czasie tą wątpliwą przyjemność (a dodatkowo tzw. między międzyczasie zorientowałam się, że zapakowałam tylko dwa żele, hmmmm …)

Tym razem także wzięłam z sobą jeden flask (rozstaw punktów sugerował, że powinno mi 500ml wystarczyć na odcinki 13-14 kilometrowe między punktami a nie chciała dźwigać… Było ok. Wystarczyło, choć trochę później słońce przywaliło ostro i musiał nieco oszczędzać wodę :))

Dobiegłam do punktu trzeciego i się mocno zdziwiłam, była zupa – hurrrra!!!! ale „Pani od zupy” zarządała mojego kubka na zupę więc obeszłam się smakiem – tego pod uwagę nie wzięłam 🙂 Trudno , jakoś dotrwam – zjadłam kawałek banana 😉 i tabletkę Enervit, którą bardzo lubię z kofeiną… Byle dotrwać do Pasterki…

Wyruszyła dosyć żwawo z punktu trzeciego… ja się nie ścigam, nie tym razem. Tym razem testuję nogę czy się naprawiła więc bez szaleństw… Biegnę sobie…aż tutaj nagle za mną pojawia się pewna Pani, która miała inny cel na ten bieg … No i jest coś czego nie lubię w biegach ultra …biegniesz przez sto kilometrów sama i już myślisz, że udało Ci się, aż za plecami pojawia Ci się tajemnicza postać, która postanawia, że będzie jednak przed tobą 🙂 No to przecież tak być nie może 😉 Musiałam wykrzesać z siebie jeszcze jakieś moce, zjadłam jednak ten żel numer dwa, trochę puściłam koleżankę przed sobą, dzielnie trzymając się z tyłu, trochę odpoczęłam i na jakieś 10 kilometrów do mety musiałam się zebrać i odpalić, jak chciałam utrzymać pozycję (niewiedząc w sumie jaką). Jednak nie lubię się ścigać 😉 zawsze tak sobie mówię …

W Pasterce wypiłam dwa łyki Coli, uzupełniłam wodę, w brzuchu już mi burczało i chlupotało ale zagadałam się z Czarkiem i zapomniałam zjeść …banana;) pobiegłam, podobno ostatnie 7 kilometrów …

I tutaj wtrącę … na każdej strzałce był dystans ok. 51 km na jednej 52 km więc nastawiasz się na taką odległość a na końcu dowiadujesz się, że jest z 4 km więcej czyli w sumie 55,5 km 😉 taka niespodzianka 😉

Ostatnie kilometry miały być z górki …no powiedzmy. Ostatnie 3 km to sam asfalt, w tym upale kiepsko się biegło, ale myśl, że za moment ostatnia rundka dookoła Zalewu i meta, dodawały siły!

Ukończyłam bieg na 48 pozycji open, 8 w kobietach i 3 w kategorii wiekowej 😉 z czasem 6:50:07 😉

Pierwotnie myślałam, że ten bieg, patrząc na dystans i przewyższenie i porównując te dwa parametry do innych biegów i moich czasów, uda się ukończyć w okolicy 6:15 ale to Góry Stołowe i ja je juz trochę znam i one dają mi popalić 😉 …Generalnie jestem mega zadowolona, że udało mi się wystartować i bez bólu w kolanach przebiec ten dystans 🙂 Trasa była przepiękna, mogę mieć tylko pewne zastrzeżenia, że z owoców na punktach tylko banany widziałam (były kabanosy, cukierki, paluszki, ale to nie moja bajka na biegach …)

Organizacyjnie było super! Polecam serdecznie! Okoliczności przyrody cudne, pogoda boska, sporo znajomych spotkałam. Wszystkim gratuluję i pozdrawiam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s