Znacie Maćka? Maciek to jest bohater, który podczas swojej dotychczasowej kariery biegowej zrobił 25 maratonów! Razem ze swoim tatą Pawłem, pokonują setki kilometrów i czerpią z tego ogromną radość i satysfakcję…

W tym roku we Wrocławiu, mieście gdzie oboje mieszkają miał odbyć się 25. maraton Maćka. Życie jednak weryfikuje plany i sytuacja przybrała na chwilę ciemniejsze barwy, bo okazało się, że Paweł w poniedziałek przed maratonem ma odbyć zabieg na swoje kolano i w związku z tym nie może pobiec z Maćkiem. Rodzinka Maćka wpadła na pomysł aby podpytać znajomych biegaczy czy nie zechcieliby pokonać maratonu z Maćkiem na wózku? Posta przeczytałam ale pomyślałam, że ja to chyba się nie nadaję …

Minęły dwa dni i „wpadłam na Pawła” na spotkaniu biegaczy i prawie mnie namówił … długo jednak nie musiał, potwierdziłam po kolejnych dwóch dniach choć bladego pojęcia nie miałam na co się porywam…

Stwierdziłam jednak, że i tak się waham czy biec czy nie biec tegoroczny maraton we Wrocławiu, bo przygotowana nie jestem, bo treningi do górskich biegów spowalniają i jak potem wynik będzie wyglądał, jak nie zrobię życiówki na płaskim asfalcie???? a poza tym to nie mam medalu z półmaratonu nocnego, to ten medal teraz będzie beznadziejnie wyglądał … decyzja podjęta! Biegniemy razem 🙂

Propozycja pobiegnięcia z Maćkiem wyglądała dla mnie na idealną. Zakładane tempo 6:00, kilka osób biegnie i zmienia się do pchania wózka…damy radę !!!

Dziwne rzeczy! Ja pierwsza panikara… zero stresu – co już się zdarzało, ale ostatnio coraz mniej przeżywam. Doświadczenie? Przyzwyczajenie? Większy luz? czy świadomość, że jak się biega dla przyjemności albo że można złapać DNF to końca świata nie będzie? dobrze mi z tym luzem bo lepiej mi idzie i zdecydowanie łatwiej się żyje 🙂 wszystko zmieniło się w lipcu, granicą chyba było moje 240 km…

Umówiliśmy się w sobotę, razem po odbiór pakietów. Tam też osobiście poznałam Maćka i całą rodzinkę. Wypytaliśmy o wszystkie potrzebne rzeczy związane z Maćkiem – o jedzenie, picie, ubranie, wózek 🙂 I ustaliliśmy zbiórkę na 8:30.

numer odebrany 😉

Niedzielny poranek okazał się chłodny a nawet bardzo 🙂 Samochód musieliśmy porzucić 2 km przed startem bo wszystkie ulice policja już wcześniej pozamykała. Co akurat przełożyło się na rozgrzewkę przed właściwym startem. Mimo planu idealnego 🙂 spóźniłam się chwilę na spotkanie z ekipą startująca z Maćkiem, bo jeszcze depozyt, toaleta i jak zwykle czasu za mało! Zawsze za mało 😉

na start!

Przejęliśmy wózek z Maćkiem zaraz po krótkim wywiadzie dla telewizji, zrobiliśmy pierwsze foty i ruszyliśmy na start do naszej strefy na stadionie olimpijskim, z którego rozpoczynał się bieg.

idziemy do strefy

Pierwszy z Maćkiem biegł Jerzy Skarżyński w planie były 2 km – ze względu na stan pooperacyjny Jurek nie chciał obciążać swoich bioder i kolan. Już po starcie nasze tempo 6:00 odeszło w zapomnienie… Po dwóch kilometrach średnie było 5:30…

Ślężna -dookoła pełno znajomych 😉

Wózek przejął Piotr i popędziliśmy tak powyżej 5 parę następnych kilometrów …

Chłopakom dobrze się biegło takim tempem Kamil, Krzyś … po kolei 🙂 Dołączyła do nas Kinga nie zostawała w tyle tylko też pocisnęła i tak po kolei każdy – doszedł na świeżości Kaziu – ten jak odpalił wrotki to myślałam, że nie dobiegnę do mety 😉 powariowali! No nic ciała nie można dać .. nie mówię żebym jakoś była super wypoczęta i przygotowana na tempo, które chłopaki zaserwowali ale „twardym trzeba być nie miętkim przecież” więc nie jęczę … Od czasu do czasu zatrzymujemy się żeby dać Maćkowi się napić, kanapek nie chce ale żelkami nie pogardzi! Bardzo się cieszył kiedy grała muzyka, kiedy ludzie bili brawo, wyciągał ręce do kurtyny wodnej …

Grabiszyńska

Dobrnęliśmy do połówki – przejęłam wózek i nie powiem żeby mi jakoś lekko było 😉 ale na szczęście zaraz czekał na nas Łukasz, który miał biec kawałek więc oddałam Maćka w ręce fachowca 😉 Łukasz opowiedział mi o najlepszej technice biegu z wózkiem, co robić z rękoma, jak skręcać wózkiem, o różnych wózkach …w między czasie Kamil został nieco za nami, Kaziu zrobił przerwę i miał czekać obok Milenijnego więc zostaliśmy ze stałej ekipy z Krzysiem … zaczęliśmy analizować kto, kiedy – w głowie, że to dopiero połowa a ekipy jakby mniej i że w dwójkę, jak Łukasz zakończy to tym tempem rady nie damy 🙂 ale w okolicy Milenijnego pojawił się Beniamin i zaraz na Pilczyckiej przejął wózek od Łukasza. Beniamin raczej nie biega normalnie po 5:00 i tez zmęczony jakoś chyba nie był więc wystartował 4:50 😉 więc go z Krzysiem musieliśmy nieco powstrzymać 🙂 ale jakoś jeszcze się trzymaliśmy … zaraz potem, nie wiem kiedy ale Krzyś gdzieś został na tyłach i do Karłowic zostaliśmy w 3 z Maćkiem. To już myślę sobie katastrofa ale na szczęście Benek zaoferował pomoc do stadionu więc kamień spadł mi z serca. Na Karłowicach przejęłam wózek i trochę udało mi się popchać ale nagle Grażka wyskoczyła zza krzaków 🙂 i też musiała spróbować jak to jest biec z wózkiem …

Pilczycka

Zatrzymałam się na moment na punkcie po wodę i już mi było ciężko żeby ich dogonić … więc jak Grażka zakończyła przygodę to Benkowi musiałam krzyknąć, ża Maciek teraz będzie miał postój na picie – bo bym go w życiu nie dogoniła 🙂 Uffff udało się i teraz juz do stadionu biegliśmy razem.

Przed samym stadionem przejęłam wózek i na stadion wbiegaliśmy z Maćkiem sami…

Trochę przed czasem o jakieś 25 minut 🙂 Trochę też peleton nam się rozciągnął ale to z powodu nadciągających nowych posiłków z zewnątrz 🙂 Balony na 4:15 musiałam chować bo myliły i szokowały ludzi – ale musieliśmy z Maćkiem mieć zapas czasu gdyby nam jakaś dłuższa przerwa się przytrafiła więc tłumaczyliśmy całą drogę co i jak 🙂

Po 3h 50 minutach wbiegliśmy razem z Mackiem na metę jego 25 maratonu!!!

Maciek z rodzinką 🙂

To było dla mnie wyjątkowe wydarzenie i przeżycie! Nowe doświadczenie, które w momencie pisania tej relacji już wiem, że miało swoje następstwo ale to też opisze niebawem. Poznałam wielu wspaniałych ludzi!!! Emocje, które towarzyszyły temu wydarzeniu były niesamowite i na długo pozostanie ono w mojej pamięci 🙂

Dla mnie maraton we Wrocławiu zawsze ma jakąś dodatkową historię, związany jest z wyjątkowymi ludźmi, tu nie walczę o życiówki, tu walczę o marzenia – niekoniecznie moje własne. I bardzo mi z tym dobrze ❤

Do zobaczenia na kolejnym jakikolwiek by nie był. To była najprawdopodobniej ostatnia edycja we Wro, w której chciałam wystartować, a następna będzie też historyczna bo pierwsza po zmianach!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s