Profil trasy Ultramaraton Magurski 100+

17 sierpnia 2019

Jedziemy do Krempnej na Magurski ja Ultramaraton 65+ lub 100+, Marta na MaguRun 22 km… „Lub” słowo klucz lub inaczej jedna wielka niewiadoma…

Jelonek 🤩

Dobra, przyznaję się – jeszcze nigdy tak nieprzygotowana nie jechałam na bieg. Mówię, nie o wytrenowaniu ale o poznaniu trasy, okolicy, gdzie co się znajduje – punkty odżywcze, start, meta. Miałam też kiepskie pojęcie o Beskidzie Niskim a nazwa okazała się nadzwyczaj myląca. Tydzień wcześniej zrobiłam ze znajomymi prawie 70 km w Tatrach i wyszłam z założenia, że tutaj na bank nie będzie nic gorszego, no będzie dłużej ale to ma być bieg przyjemny, bez spiny i nerwów.

Zapisywałam się na Magurski pół roku wcześniej i od razu za niego zapłaciłam aby się nie rozmyślić. Z opowieści wiedziałam, że jest dystans ultra 65 km lub 100 km ale na który ja się zapisałam tego pewna nie byłam. W tzw. międzyczasie dowiedziałam się, że każdy startujący w biegu ultra na mniej więcej 50 kilometrze, decyduje się czy biegnie dłuższą czy krótszą trasą. Sami wiecie, że rozdrabniać to ja się nie lubię więc decyzja nie powinna być skomplikowana ale alternatywa ucieczki zawsze istnieje 😉

Te rejony mają w sobie jakąś magię 🙂

Dotarłyśmy z Martą do Krempnej w piątek późnym popołudniem i od razu podjechałyśmy po odbiór pakietów i numerów startowych.

Przedstartowe 😉

Wstępnie też poczyniłyśmy rozeznanie co do naszej „sypialni wieloosobowej”. Pierwszy raz zdecydowałam się na nocleg w sali, w szkole zlokalizowanej na linii start/meta i w miejscu gdzie było całe centrum dowodzenia. Pierwsi mieszkańcy już byli ale pojechałyśmy jeszcze uzupełnić węglowodany. Wylądowałyśmy na pizzy niedaleko Krempnej – w samej Krempnej mało jest lokali gastronomicznych a szczególnie takich z pierogami, bo nie wiem dlaczego uparłam się, że to jest najbezpieczniejsze jedzenie przed startem. Zamówiłyśmy normalną pizzę po czym dowiedziałyśmy się, że jest ostatnia porcja pierogów ruskich – też zamówiłyśmy! Zjadłyśmy prawie wszystko, popijając piwem 0% 😉 No luz taki, że ja sama siebie nie poznaję 🙂 Dotoczyłyśmy się do „sypialni”.

Wspomnę jeszcze o najbardziej wypasionym pakiecie jaki kiedykolwiek widziałam 🙂 Bo dość, że do biegu przekonała mnie cudowna szata graficzna to zawartość była równie cudna. Wszystko zapakowane w materiałową torbę z pięknym jeleniem! Do tego koszulka, chusta, mapa, krem do rąk, batoniki, cukierki, gazetka Ultra do poczytania -chyba jakby w „sypialni” ktoś chrapał i nie można zasnąć 😉 mówię Wam cud-miód-malina!!! i ten kolor amarantowy mój ulubiony na taśmie znaczącej trasę – wszystko dograne w najmniejszym szczególe. Pięknie!!! za to szacunek, że komuś się chciało 🙂

Dobry wieczór! Pani Ultra tutaj a Pani MaguRun piętro wyżej 😉

Rozdzielili nas W szkole na dwie sale, ale wszystko przemyślane – po to abyśmy nie budzili biegaczy z połówki wstając o czwartej rano. W „sypialni” dosyć gwarno wszyscy jeszcze układają i szykują swoje rzeczy na jutro. 22:00 zgasło światło! Cisza… nikt nie chrapie 🙂 ale za to 50 osób szeleści przewracając się na materacach :))) mam słuchawki więc bez problemu zasypiam. Budzik nastawiony na 4 – budzę się 3:30 🙂 jak zwykle! Skoro już wstałam, to dlaczego nie wziąć prysznica, zrobić tyle o ile make up i coś zjeść! Wszystko ogarnięte, dalej bezstresowo!

5:00 start biegu

Jeszcze szarawo – wszyscy ładnie meldują się na linii startu i punktualnie o piątej lecimy…

100, 65, 100, 65, 100!?!? śmieszne nawet – wszyscy biegną ale nie wiesz kto i co …

Minęliśmy piękną Cerkiew w Krempnej – początek asfaltem, ale nie za długo, zaraz po przebiegnięciu kawałka zaczyna się podbieg, między krzakami potem do lasu podbieg przybiera na mocy…dalej szaro ale bez czołówki udaje się biec …i pięknie, do momentu aż się orientuję, że jakoś pusto na trasie się zrobiło – ponieważ wyłączyłam prawie wszystkie funkcje w zegarku to nie usłyszałam, że jestem poza trasą i niestety kosztowało mnie to dosyć stromy podbieg i drogę powrotną na trasę ok. 500 m. W tzw. międzyczasie przeleciało tym odcinkiem z 200 osób i wyprzedzanie ich zajęło mi sporo czasu – dziewczyny, które wyprzedziłam, dogoniłam dopiero ze pierwszym punktem Pod Ostryszem na 18 km. Na punkcie z powodu straty pewnie 2 minut nawet za długo się nie zatrzymywałam – uzupełniłam tylko wodę i poleciałam dalej, bo to nie był koniec odrabiania strat po zgubieniu trasy więc kara musiała być i dlatego nie zjadłam ciastka 🙂

Sielsko-anielsko

Następny punkt Wołowiec – 33 km zjadam arbuza, banana – już przetestowane, że po nich nic mi nie jest i przestaje chlupotać w brzuchu 🙂 woda, izo, które dzielnie piję od jakiegoś czasu żeby do tego punktu programu nie można się przyczepić 🙂 no dobra! w drogę …różne myśli w głowie się pojawiają nawet na moment ta, że za chwilę muszę podjąć decyzję co robię dalej i że jak pobiegnę 65 km to za chwilę zakończę ten bieg…Wiem też, że biegnę jako 6-7 kobieta po moim zbłądzeniu i zaczynam kalkulację, że mi to obojętne kto co przede mną zdecyduje, czy dziewczyny pobiegną na 100 czy na 65 km a jak po połowie to znowu będę i tak czwarta. W tym też momencie podejmuję decyzję, że przyjechałam przecież na 100 km więc 65 nie wchodzi w grę…

Tylko moje pasmo, które nie odzywało się rok nagle postanowiło, że o sobie przypomni…

Trudno! wybiegam na asfalt i już widzę punkt Przełęcz Beskid nad Ożenną na 50 km, krzyczą z daleka, kibicują wszyscy – tutaj też drogi dwóch dystansów się rozchodzą… docieram do punktu i słyszę pytanie: „który dystans?” – no 100 przecież, ale jeszcze mam pytanie ile osób pobiegło 100 km? – 12, jesteś 13 i pierwsza open w kobietach! – nikt??? Żadna dziewczyna? to może ja się jednak zastanowię? …co jest grane i dlaczego nikt nie biegnie długiego, coś się pewnie za tym kryje…ale nie zmieniam zdania i postanawiam się przekonać. Poza tym nigdy nie biegłam pierwsza open 🙂 tylko jak to zrobić, żeby dobiec jeszcze 50 km? Przecież czuję pasmo!!!! Zawsze musi się coś spierniczyć!

To chyba w niebie

Zaczął się odcinek co na rysunku miał pare górek więc na zbiegu pasmo dało popalić ale pod górę nic go nie czułam i tak paręnaście kilometrów do jakiejś góry co się zwie Baranie – końca nie widać… Idzie jakiś gość (Słowak chyba) pytam czy ta góra Barania to ta co już była ale on mówi że chyba nie …no i dobrze, bo minęłam jeszcze jakiś pięć i dopiero była Barania (a jak się okazało to po słowacku ona całkiem inaczej się nazywała więc trochę się nie dogadaliśmy, on szukał swojej góry a ja swojej). Biegnę dalej i nic kompletnie nie wiem, czy ktoś mnie goni czy nie, ile osób wystartowało po mnie na ten dystans z dziewczyn – kosmos! jedna wielka niewiadoma. Zasięgu też nie ma więc żadnych informacji z zewnątrz, poza tym nikt nic nie wie bo na punktach też nie było zasięgu. Wiedziałam tylko tyle, że po 7h był limit czasowy dla dystansu 100 km i nikt więcej nie powinien wyjść na tą trasę. W sumie wystarczyłaby mi jedna informacja, że żadna z dziewczyn nie zdecydowała się na dystans 100 i bym sobie dotruchtała z moimi już dwoma bolącymi pasmami do mety…

Gdzieś tam…

Słońce już ostro dawało się we znaki, skończyły się strumienie które przyjemnie chłodziły w tym gorącu. Punkty dosyć szeroko ustawione więc wodę trzeba było ograniczać i oszczędzać – choć mi wystarczyło ale osoby większych gabarytów na 2 flaskach mogłyby mieć kłopot. Trafił się całkiem spory odcinek asfaltowy z niezłymi podbiegami więc dodatkowo dogrzało. Dotarłam do punktu w Olchowcu na 75 km. Super zaopatrzony punkt, pyszna zupa pomidorowa!!! (zrobię chyba ranking zup pomidorowych – każda jest inna ale każda ma wyjątkowy smak ;)) wypiłam, zjadłam, zabrałam wodę i wodę z colą do drugiego flaska – taki mój patent jak już izo nie wchodzi przeważnie na drugą część biegu i pobiegłam… teraz nieco krócej do punktu w Chyrowej na 83 km – tutaj mi się trochę rozjechały kilometry z zegarkiem ale już bliżej niż dalej…

Chill na 100km

Uzupełniam wodę, colę i już blisko do mety więc nic do jedzenia nie biorę (choć jeszcze trochę mi zejdzie ale jakoś nastawiłam się, że to już koniec). Lecę, mijam raz na jakiś czas chłopaków jeden, drugi, potem trzeci … nabrałam w tzw. międzyczasie mocy, musiałam wziąć ibuprofen a nawet dwa bo kolana dawały czadu! Zaraz po tym przestały mnie boleć żebra i plecy od kamizelki i zakwasy jakby mniejsze się zrobiły – tak, mogłam biec! To już przerabiałam na DFBG. Dobiegłam do Łysej Góry cyknęłam nawet fotkę a potem jeszcze kilka na trasie, bo piękne widoki się ukazały. Krowy wszędzie, ale takie ładne, jakby umyte 🙂 Minęłam jeszcze dwóch chłopaków i dobiegłam do Kątów gdzie na moście stali wolontariusze i radośnie oznajmili, że jeszcze 12 km!!! jak 12? przecież zegarka to około 7-8 do końca. Takie myśli dobijają! Tym bardziej, że właśnie na sam koniec muszę się wspiąć na jakąś wielką, stromą górę a potem z niej zbiec. Rozpoczynam wspinaczkę i wtedy zorientowałam się, że już tutaj byłam na początku i to jest to miejsce gdzie się zgubiłam. Aż na numerze sprawdziłam czy to możliwe, no oczywiście że tak, przecież pierwsza i ostatnia góra to ta sama tylko w odwrotnym kierunku 🙂 Pokonałam bestię i dobiegłam do asfaltu … i już słyszałam linię mety, jeszcze tylko zakręt i META!!! Krempna!

Ultramaraton Magurski 102 km +/-3200 przewyższenia czas 12:25:36, zajęłam 5 miejsce open i 1 miejsce open kobiet – to moja pierwsza wygrana w biegach ultra w górach! Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa i dumna 🙂

Najlepsze powitanie 🤩

Bieg do najłatwiejszych nie należał i ma w sobie dużo znaków zapytania – dlatego też był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem i ciekawym wyzwaniem. Z ciekawostek w biegu wystartowało około 300 osób z czego na dystans Ultra 100+ zdecydowało się 49 a ukończyło 39 i tylko 3 kobiety! przez 50 km uciekałam bo nie wiedziałam czy ktoś mnie goni i ile to osób, a myśl o utracie prowadzenia na ostatnim fragmencie zmobilizowała mnie jeszcze mocniej do walki i nie oddanie prowadzenia do końca. Dzięki temu chyba uzyskałam taki wynik.

Gratulacje dla Marty za jej MaguRun 🙂 za rok na bank pobiegnie więcej 😉

Chyrowa

Za rok zatem biegniemy w drugą stronę 🙂 do zobaczenia…Beskid Niski i ekipo cudna z Ultramaratonu Magurskiego 🙂 dziękuję wszystkim za miłe słowa, słowa wsparcia na trasie, gratulacje po 🙂 #ludziesąnajważniejsi – wszystkim osobom, które zawsze są ze mną ciałem albo myślami 🙂

Trofea 🙂
Foto w tym poście Mała Gośka, Framed.moments.by.J, MBski Fotografia i ja 😉

dziękuję za uwagę! do następnego…